Jak radzić sobie w kiepskie dni?

Jak radzić sobie w kiepskie dni BLOG

Czasem, zdarzają się nam się gorsze momenty. Nawet najlepszym i najbardziej zmotywowanym może trafić się dzień z serii: „Nic mi się nie chce, zostawicie mnie w spokoju”. Nie ma w tym nic dziwnego idealny z nas nikt nie jest i nikt nigdy nie będzie. Nie oznacza to oczywiście, że możemy się zawinąć w koc i nie wychodzić z łóżka przez cały dzień. Z naszym wewnętrznym leniem trzeba walczyć na bieżąco alby nie poczuł się zbyt mocny.
– Najpierw praca potem przyjemność! Niestety w te gorsze dni najlepiej nie odkładać nic na później. Rano jeszcze będziesz miał w sobie trochę energii i kreatywności które niestety znikną po jakimś czasie. Zmierz się z najgorszymi i najcięższymi obowiązkami od razu. Po pierwsze będziesz miał to z głowy, a po drugie poczucie ulgi od razu poprawi Ci humor.

– Pójdź na spacer! Wyjdź na chwilę z domu i się przewietrz. Trochę, świeżego powietrza pomoże Ci się odprężyć i naładować akumulatory. Dzięki temu łatwiej będzie Ci stawić czoła zadaniom, które jeszcze masz przed sobą. Wystarczy dosłownie 10-15 minut abyś poczuł się lepiej.

– Ułóż sobie plan i ustal ramy czasowe! W te gorsze dni jest dużo większa szansa, że będziesz na siłę szukał wszelkich wymówek aby nie robić tego co musisz. Cztery wizyty w toalecie, sześć kaw czy piętnaście przerw na papierosa w ciągu godziny skutecznie oddalą moment ukończenia tego co miałeś zrobić. Rozpisz sobie co i w jakim czasie musisz wykonać i trzymaj się tego planu bez względu na to jak ciekawe będą posty na facebooku:)

– Popraw komuś humor! Zwykły uśmiech jest zaraźliwy. Pomóż komuś, komu wcale nie musisz. Taki niewymuszona uprzejmość na pewno spotka się z miłą reakcją. A tak jak pisałem uśmiech jest zaraźliwy. Od razu poczujesz się lepiej. Może osoba, której właśnie pomogłeś ułatwi Ci jakoś przebrnięcie przez ten gorszy dzień?
Jak Ty sobie radzisz w te grosze dni? Może masz jakieś uwagi? Koniecznie daj znać w komentarzu. Jeśli zainteresował Cię ten temat zapraszam na nasz kanał na youtube!

MateuszJak radzić sobie w kiepskie dni?

Dodaj komentarz

Komentarze 3

  1. Maria

    W latach dziewięćdziesiątych wracałam z autobusem z dyżuru. Wsiadłam na pętli na skraju na skraju puszczy Kampinowskiej i na następnym przystanku obok usiadła kobieta. Zaczęłyśmy rozmawiać. Opowiedziała mi swoją historię. Sama wychowala dwie córki. Żeby było im lepiej zaczęła oszczędzać i kosztem wyrzeczeń odłożyła na wkłady do spółdzielni mieszkaniowej dla nich na mieszkania. Jedna z nich wyjechała do Francji, a następnie ściągnęła siostrę. Nie potrzebowały tych mieszkań. Przysyłały jej paczki. Oddawała te szynki i inne rzeczy młodej samotnej matce z sąsiedztwa, bo sama przez te oszczędności zniszczyła sobie zdrowie i nie mogła tego jeść. Niech pani wkłada na siebie to co najlepsze go pani ma i to co najlepsze niech pani je.
    W jakimś poradniku przeczytałam też, że jak jest Ci źle otwórz szafę, ubierz się i wyjdź z domu. Idź do luksusowego sklepu i np. kup sobie … apaszkę. Tak robię. Zapalam w łazience świecę, wchodzę do wanny z pianą „do sufitu”. Balsamuję się pachnącym ekologicznym olejem kokosowym z siecówki (200 g za 10 zł). Otwieram szafę i pamiętam co usłyszałam w autobusie. Rzut beretem ode mnie jest galeria Promenada. Idę tam. Patrzę na ten luksusowy świat, na zadowolonych ludzi, na szczęśliwe pary, biegające dzieciaki, wodne kaskady wody z sufitu układajace się w obrazy, przechodzę jak dziecko przez akwarium w podłodze. Ostatnio robię tam zakupy spożywcze w luksusowo zrobionej sieciówce.
    Kupuję tez coś swojemu maincoonowi- trójłapkowi. Żyję oszczędnie, a kupowanie ciuchów nie podnosi mi nastroju, więc apaszka nie jest mi potrzebna. Wracam też na pieszo, po drodze kupuję dobre pieczywo. Kuszą mnie batoniki, ale daruję sobie. W domu mam słodycz w postaci dzbanka herbaty z miętą, imbirem, cytryną i miodem. Pod moim blokiem jest ogródek-siłownię i mogę skorzystać z niego za darmo.
    Mam siłę żeby wejść na stronę internetową syna-programisty i na założonym przez niego portalu za darmo pomóc dzieciom w matematyce.